Current track

Title

Artist


Trzeba żyć!

Written by on 6 listopada, 2020

Przebudzenie było nad wyraz gwałtowne i dramatyczne. Po prostu obracając się na bok zjebałem się z kanapy. Nie wiem co mi się śniło, nie wiem czy dobrze spałem, nie wiem czy miałem poranny wzwód – wiem że przyjebałem sobą o podłogę, a czołem o kant szafki. Na dzieńdoberek zobaczyłem większość gwiazd drogi mlecznej. 6:12 i po spaniu. Do tego piździ. W sumie w listopadzie ma prawo. Postawiłem wodę w czajniku. Zapatrzyłem się na szare niebo i wszechobecną mgłę, która otulił wszystkie okoliczne góry i doliny. Drapiąc się po nagim pośladku, pomyślałem „kurwa, świata nie widać”. Wszędzie szaro, biało, buro i… sąsiad w oknie na przeciwko, stary dziadziuś wesołym wzrokiem wpatrzony na moją nagą poranną kontemplację… A w tym momencie jak nie gruchnie czajnik z bulgoczącą wodą, jak się nie rozpryśnie na kawałki, jak bąbelki wrzątku nie zaczną tańczyć po panelach, jak ja się nie wkurwię…

Przez następne godziny skakałem po książkach, netfliksie, you tubie, fejsbuku… ale nigdzie nie mogłem sobie zagrzać miejsca. Wszystko jakieś nie takie. Postanowiłem się przewietrzyć i pójść do sklepu kupić nowy czajnik. Wbijam, sklep pusty. Cała półka czajników. Już biegnę doń, już złapię, zapłacę, napiję się kawy. Świat stanie się piękny! I nagle gdzieś z zza lady sklepowej ryknęło coś na mnie nienawistnym głosem:
– „Pan wyjdzie! Godzina dla seniorów!!!”
Stanąłem jak wryty. Spojrzałem na kobietę w niebieskim fartuchu w białe kwiaty oddychając głęboko i pośpiesznie, a jej wzrok przypominał wzrok Natanka w czasie oblężenia jego twierdzy.
-„Ale jak to? Czajnik chciałem, tu nikogo nie ma”. Spróbowałem coś na szybko stworzyć przekonywującego. Dorzuciłem do tego nawet drobny uśmiech w kąciku ust, aczkolwiek byłem tak skołowany i zaskoczony, że nie wiem czy coś z tego przypominało uśmiech.
-„A gdzie maseczka?!?” wrzasnęła jeszcze głośniej.

Poczułem nagły przypływ ciepła, ciśnienie uderzyło ponad 200, oczy zaświeciły wzrokiem harpagan, podobnie jak po trzecim drinku i tym razem to ja ryknąłem:
-„A gdzie pani ma maseczkę?!?”

Baba wyskoczyła zza lady jednym susem:
-„Wynocha! Zadzwonię na policję!!!”
-„Dzwoń stara kurwo!” wrzasnąłem, a ona znowu sus i już za ladą grzebie za komórką. Nagle dostałem oświecenia i stwierdziłem, że po ostatniej bójce, po której być może psy mają ochotę na dłuższą rozmowę ze mną, wezwanie ich nie jest najlepszym pomysłem… Zatrzasnąłem za sobą drzwi z wielkim hukiem i czmychnąłem na ulicę…

Tuż pod domem spotkałem bardzo miłą panią listonosz. Otrzymałem polecony… od komornika. Nosz ja pierdole, miałem zapłacić ubezpieczenie za samochód. W lipcu.

Książki nie wchodzą, filmy, seriale, muza wszelkiej maści wkurwią… więc leżę. Leżę przytulając się do ściany z przerażeniem patrząc na drugi koniec kanapy, a za nią podłoga i szafka szyderczo uśmiechają się do mnie i zdają się wołać: „No chodź celu, zbliż się do krawędzi! Fajnego masz guza na czole, no chodź, chodź!”. Jakby mi się chciało wstać, to znalazłbym buty, maseczkę i poszedł do sklepu po sznur. Ale mi się nie chce. Na dodatek włączyły się wspomnienia tego co wydarzyło się przez ostatnie dwa lata. Gorycz, tęsknota, łzy…

Nim się ocknąłem zegarek wskazywał 21:13. Pomyślałem, że w końcu ten parszywy dzień się kończy. Wezmę tabletki, zasnę, będę spał, uda się!

„Pip. Pip” – zerknąłem na komórkę. Wiadomość tekstowa: „Co robisz? Mam doła, mogę wpaść pogadać? Masz jakiś alk?”

Chwila później: zimne whisky z zimną colą, płomień kominka, gorąca kąpiel przy świecach i zajebisty seks z kobietą, która przez lata wydawała się być nieosiągalna dla takiego dupka jak ja, a wszystko wypełnione najwspanialszą w świecie muzyką dub’ową.

Panie i panowie: trzeba żyć… każdym dniem!

Tagged as

Continue reading

Next post

Jeszcze raz


Thumbnail
Previous post

Na Fali


Thumbnail